28 września 2014

Miasto Warszawa

Zacznę od tego, że jestem słoikiem. Mój dziadek nie walczył w powstaniu, a rodzice nie zabierali mnie na zakupy na stadion X-lecia. Przyjechałam do Warszawy 4 lata temu w celu podjęcia studiów. Jednak nie odwiedzam domu rodzinnego co weekend w celu uzupełnienia zapasów w lodówce. Nie narzekam, jaka ta stolica droga, jak wszędzie daleko. Mieszkam tu, jest mi dobrze. Ale ja nie o tym. Chodzi o moje refleksje dotyczące stolicy podczas Powstania Warszawskiego. Piszę to świeżo wróciwszy z kina po obejrzeniu filmu "Miasto 44". Interesuję się historią i obronnością państwa polskiego (m. in. to mój kierunek studiów), a okres II. wojny światowej to mój konik. Wspomnę jeszcze, że do kina uczęszczam dość często.
"Miasto 44" to kolejny film o Powstaniu Warszawskim. Niektórzy powiedzą: ile można wałkować ten temat? Przecież już wszystko zostało zobrazowane. W samym 2014 roku obejrzałam już dwa filmy o powstaniu ("Powstanie Warszawskie", "Kamienie na szaniec"). I .... nadal nie mam dość. Film zgodni z prawdą historyczną, walka partyzancka, granaty wrzucane do piwnic, wątek miłosny w bardzo trudnych czasach, tankietka pułapka. Przyjaźń, odwaga, wojna. Składam pokłony osobom, które przyczyniły się do powstania produkcji. Dramat został stworzony z ogromnym rozmachem, efekty specjalne dość dopracowane (jak na polski film). Zadziwił mnie jednak fakt wykorzystania muzyki dubstepowej w scenie niczym z filmików szkoleniowych jednostki specjalnej GROM. Podobało mi się natomiast podejście reżysera do ukazania psychiki młodych bohaterów (śmierć matki Stefana, scena w kanałach). Film polecam, jest świeży, wiele elementów świadczy o tym, że nie jest to nudna historia powstańczej Warszawy i jej młodych mieszkańców. 
Odnośnie patriotyzmu. Rozmawiałam z kilkoma znajomymi na ten temat. Część z nich widziała wspomniany film, część chce go zobaczyć, niektórzy mają to w nosie. Zdania podzielone, wiadomo. Jednak pytałam o czasy współczesne.  Nurtuje mnie to pytanie od dłuższego czasu i często sama zaczynam ten temat. Konflikt zbrojny za naszą wschodnią granicą może (nie musi) rzutować na bezpieczeństwo Polski. Pytanie zazwyczaj padało takie: czy jeśli nastąpiłaby jakakolwiek zbrojna agresja na Polskę poszedłbyś walczyć za kraj? "Ale przecież nie musimy się o to martwić, jesteśmy w NATO, mamy wojsko, zaplecze militarne, obronimy się bez angażowania cywili". "Nie ma o co walczyć w tym kraju. Państwo nic nam nie daje, tylko zwiększa podatki. Wyjechałbym". Tchórzostwo czy zdrowy rozsądek? "Moja niechęć do Niemców narasta". "Jeśli wojna byłaby zgodna z moimi poglądami to walczyłbym" Pytam o jakie poglądy chce walczyć. Odpowiada: jeśli wojna byłaby na tle rasistowskim to podjąłbym się walki, natomiast jeśli chodzi o obronę granic to raczej nie, Jest mi wszystko jedno jak nazywa się miejsce, w którym mieszkam". Pytam czy jest patriotą. Odpowiedź negatywna. "A co jeśli mieszkałbyś w kraju, który od lat ma swoje tradycje, kulturę, język i nagle ktoś narzuciłby Ci coś zupełnie odmiennego, np. religia muzułmańska. Co wtedy?" Odpowiedź nie pada. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz